Bento dziś było kaloryczne. Deser w wydaniu jednym z moich ulubionych... czekoladowym. Pierwsza zrobiona przeze mnie muffinka. Pięknością nie grzeszyła, ale smakiem już tak (jak skromnie ^^)...
A na lunch makaron w wersji pikantnej, w sosie seczuańskim. Zjadłam na zimno, gdyż jak był ciepły (przygotowując skubałam i smakowałam) to wypalał buzię jeszcze bardziej.
Całość uzupełniała moja ulubiona czekolada mleczna z migdałami. Pycha!
Za pikantnym nie przepadam, więc następnym razem sosik zmodyfikuję. A wy lubicie ostrrre?